Zakładki:
Dzieciaczkowo
Hobby
Pomieszkuje u
Zagladam do kuchni
free counters
RSS
piątek, 30 stycznia 2009

Moje pierwsze zderzenie z ciastem filo, podobny przepis widzialam u Asi z Kwestii Smaku ale zmodyfikowalam go troche kombinujac z budyniem i jagodami

skladniki :

opakowanie ciasta filo

roztopione maslo, pol kostki

cukier waniliowy 

budyn waniliowy

mleko

jagody

 

rozmrozic ciasto, pilnujac aby nie wyschlo

ugotowac budyn i  ostudzic

przekroilam platy na 4 czesci po 6 arkuszy

ukladalam kolejno arkusze smarujac roztopionym maslem i posypujac cukrem 

na ostatni plat nalozylam ostudzony budyn, ulozylam jagody i zagielam brzegi

posmarowalam gore maslem i posypalam raz jeszcze cukrem

pieklam w 200 stopniach okolo 10 min do zrumienienia

osobiscie nastepnym razem do budyniu dodam sok z cytryny bo brakowalo mi kwaskowatosci... jagody trafily mi sie wyjatkowo slodki, polecam :)

 

środa, 28 stycznia 2009

ciaza to nie tylko radosc i same mile chwile...im blizej rozwiazania tym (pomijajac lek czy wszystko bedzie ok ) zaczynaja sie male schody...oto kilka qoopkowych schodkow prowadzacych do macierzynstwa..

1.  qoopka szczegolnie gdy niewyspana zaczyna przypominac balon dzis pozegnala sie chwilowo z obraczka i pierscionkiem gdyz palce przypominaja kielbase parowkowa....

2. qoopka zaczyna chodzic lekko kaczuszkowato kolibiac sie na boki, zawsze myslala,ze to taka lekka sciema ciezarowek,ze takie sa oj umeczone.... a jednak ...zamienia sie powoli w pingwina 

3. meczy ja zgaga.... oj bywa strasznie, tak ze najchetniej poczestowalaby sie z weza ogrodowego wprost do paszczy,zeby ja ugasic

4.nie poznaje sie w lustrze...ten ksiezyc w pelni to ja???? mozna wpisac buzie w kwadrat... i dokonywac wszelkich obliczen dotyczacych kola.... jak to bylo z tymi wzorami???

5. qoopka doznaje skurczy lydek w nocy.... brak magnezu.... czyzby stad ta milosc do czekolady ??

6. czasami miewa problemy z ubraniem mysli w slowa....Maz sie juz przyzwyczail czeka dzielnie,az sie qoopka pozbiera i wykrzesi o co loto....

7. qoopka zrobila sie niezdarna zdziebko.... dzis np dowiedziala sie jak pomalowac kuchnie na zielono.....

jak sie omsknie blender w zupie groszkowej to  mamy wszystko rowniutko pokryte zielona mazia...

jest git.

wtorek, 27 stycznia 2009

hormony chyba powoduja,ze jakos bardziej drazliwa jestem....ale tylko na obcych

w domu jak owieczka..... 

ale za to w pociagach wyzwalaja sie we mnie krwiozercze instynkty

nic mnie tak nie denerwuje jak ktos pociagajacy nosem

musze wiac w inny kat wagonu bo mam ochote albo z wyrzutem podac chusteczke albo zrobic krzywde

ile mozna !!! to miarowe pociaganie doprowadza mnie do szalu

albo ludzie stojacy w grupie znajomych trzymajac sie poreczy i ostentacyjnie kaszla przez ramie ,zeby byc uprzejmym i nie kichac na znajomych posylaja strumien bakterii za ramie na reszte tlumu...

zagotowuje sie normalnie..... 

albo wycierajacy nos w dlon i potem chwytaja sie poreczy

moze wyjde na taka co mieszka w namiocie tlenowym..... i moze przez ciaze jestem bardziej uczulona zeby w miare mozliwosci nie wystawiac na probe swojej odpornosci....

mnie to najzwyczajniej w swiecie irytuje,

irytuje bezmyslnosc i glupota....

 w radio ostatnio miedzy reklamami przetykaja blok informacyjny  od angielskiego ministra zdrowia,uswiadamiajacy,ze BAKTERIE ROZPRZESTRZENIAJA SIE DROGA KROPELKOWA, ze nalezy kichac w chustke potem ja wyrzucic i umyc rece....

a ja myslalam,ze mamy XXI wiek...

 

sobota, 24 stycznia 2009

w otchlani wyobrazni Twoja twarz kreuje

Pod sercem Cie nosze, Ciebie oczekuje......

 

 

wtorek, 20 stycznia 2009

kiedy nie musze na drugi dzien wstawac skoro swit

i tak nie moge narzekac bo Maz kochany i mnie zawozi i odwozi na dworzec codziennie i jeszcze mi sniadanie rano robi , skarb moj

bo ja zanim sie dokulam do lazienki, ponakladam na siebie ciuchy i zmienie sie ze straszydla w jako taka mamuske to juz trzeba na pociag gnac....

w robocie nudy, towarzystwo sie nie rozbujalo dalej jakos tak cicho strasznie wiec juz sie nawet nie wysilam tylko sluchawki w uszy i robie swoje...

jutro dzien dziecka mam ( czyt. wstaje o 8;30 nie o 5:30 ) bo jade do Wolverhampton biegac po budowie w kasku i szukac bledow bo budynek juz do odbioru gotowy wiec trzeba wychwycic jakies niedorobki

kiedys pisalam,ze angole maja fiola na punkcie bhp , pisalam juz wam o kaskach z data przydatnosci,teraz poszli jeszcze dalej i oprocz kasku , odblaskowej kamizelki , ciezkich butow z usztywnianymi noskami trzeba miec jeszcze gogle i rekawiczki...

ja mysle, ze moglibysmy sobie uproscic i kazdemu dac kombizon jak u ludzika z Michelin wtedy na pewno wszyscy beda "safety"

z nowosci brzuszkowych

wszystko poki co ok

Mala kopie ochoczo, szczegolnie po slodkim

mi sie odmienilo i polubilam czekolade tzn zjem muffinke double chocolate co jak dla mnie jest dziwne...bo zwykle to co czekoladowe bylo na koncu kolejki do mojego brzucha...

poza tym mam faze na produkty mleczne sery, serki i jogurty pochlaniam ile wlezie Maz tylko uzupelnia zapasy

powoli zamieniam sie w hipcie niby nie przytylam jakos strasznie (7kg) ale juz nie ta mobilnosc co kiedys :)ciagle szokuje mnie jak cialo czlowieka potrafi sie zmieniac....

a w miedzy czasie w marazmie i monotonii dnia mamy nowa manie 

nazywa sie dr House :) polecam.

oby wiecej takich fajnych inteligetnych i zabawnych seriali ....

 

 

środa, 14 stycznia 2009

dzis sie wyspalam...tzn wstalam o 8 nie o 5 bo mialam zaplanowana wizyte u poloznej wiec jazda na godzine 1 do Cardiff,zeby wyruszyc nazad za mala chwile mijalo sie z celem....

wiec po powrocie wykonywalam cos co sie nazywa "working from home" nazywa sie bo niestety moje wysilki zeby sie skupic wychodzily mi z marnym skutkiem.... trudno

cos tam zrobilam...ale niewiele ...jakos specjalnych wyrzutow sumienia nie mam

jutro znow od rana bede wsiadac do ciuchci

a tymczasem walijski humor...ktory wyczailam na blogu kicior....i dokladnie oddaje charakterek walijczykow

jak wiadomo mieszkancy tego rejonu maja swoj jezyk wiec wszystkie znaki maja ang. tlumaczenie jak widac nie zawsze sie pokrywa 

:)))

ang.: "teren prywatny nie ma wstepu dla ciezarowek"

walijskie tlumaczenie "Nie ma mnie teraz w biurze. Proszę przesłać wszelkie zlecenia do tłumaczenia".

poniedziałek, 12 stycznia 2009

i tak oto rozpoczelam moja przygode z liniami kolejowymi w uk

3 pociagi rano 3 pociagi wieczorem

wstaje o 5;30 zeby na 8;30 dotrzec  do biura....

lalo od rana wiec ledwo sie zwleklam z lozka

Maz kochany zawiozl na dworzec... kazdy pociag z innego peronu wiec skakalam jak mloda zabka sprawdzajac czy aby na pewno stoje na tym peronie co trzeba

a w biurze........ matko kochana.....

kiedys narzekalam na poprzednie,ze sekretarka upierdliwa bo jej sie buzia nie zamyka

wiec teraz mam za swoje

cisza.....

cisza....

 3 chlopa oprocz mnie w jednym pokoju i cisza....

strach sline przelknac, zeby kolegow nie przestraszyc

nie wiem jak dlugo tak wytrzymam

czas sie dluzy

popycham zegarek sila woli i slabo mi idzie

moze jak przyjdzie dwoch moich kolegow  ze starego biura bedzie ciut lepiej bo poki co marnie to widze.

nie wiem moze to chandra, moze to ta pogoda...dopiero 1 dzien po urlopie a juz na sama mysl,ze jutro bedzie powtorka z rozrywki robi mi sie niedobrze...

najgorsze w zyciu to nudna robota....

czlowiek sie uczy lata cale, wmawiaja mu,ze studiuje zajb---scie ciekawy kierunek,ze horyzonty szerokie .....

a architektura w realu konczy sie na  5% interesujacych rzeczy gdzie na prawde czlowiek czuje,ze cos tworzy reszta to uzerka z klientami, urzednikami, budowlancami

trzeba byc Fosterem albo Piano, albo Zaha Hadid, zeby w biurze miec swobode myslenia bez ograniczen

oni siadaja i przelewaja na papier mysli niczym nieograniczone i potem powstaja cuda....bo klienci maja pieniadze i wszyscy dookola zabijaja sie zeby powstalo w rzeczywistosci to co kryje sie w ich glowach

a Anglia kocha przepisy  ma tysiace sztywniakow w przykrotkich spodniach co siedza w urzedach....

siedza dlubia olowkiem w zebach popijaja bawarke zalewajac uprzednio torebke herbaty najpierw zimnym mlekiem i potem dopiero goraca woda...wymagaja procedur, przepisow i innych pierdol tworzac proces projektowania droga przez meke...

a gdzie energia???

gdzie zapal, gdzie radosc ?

gdzie sila,ktora kaze czlowiekowi wstac z lozka i gnac do pracy??? robic cos kreatywnego, pasjonujacego

tak ma wygladac zycie??? uwiazana do biurka od 8:30- 17:30

mozna cofnac czas?

to ja poprosze tak do matury.... 

smece ? i trudno blog to pamietnik 

czasami czlowiek musi inaczej sie udusi....

 

 

poniedziałek, 05 stycznia 2009

i po swietach...

takich emocji juz dawno nie mielismy jakies fatum czy co....

najpierw droga do Polski zajela nam 27h...  roboty drogowe...potem pierwszenstwo na tunel mieli ludzi z biletami tzw flexi czyli z pierszenstwem -bo drozsze... i tym sposobem siedzielismy na terminalu 4h czekajac na nasza kolej chociaz bilet kupilismy na 2 rano przekroczylismy kanal po 6 nie pomogly tlumaczenia,ze ja w ciazy itd....

potem mega korki w Niemczech...potem kamyk nam w przednia szybe wymiana 550zl.....

w koncu dotarlismy....swieta minely milo duzo dobrego jedzonka....

na koniec Malzyk  mi sie rozchorowal.... 40 stopni goraczki lezy jak bejtka i wciaz jest tak sobie zwolnienie ma do konca tygodnia i ja teraz cos pokaszle sobie posmarkam a to poleze.... bronie sie przed infekcja z wszystkich sil

bilet na tunel przepadl...po drodze kilka innych problemow...ale juz nie bede smecic...  mam nadzieje,ze nie caly rok taki bedzie jak jego poczatek ....