Zakładki:
Dzieciaczkowo
Hobby
Pomieszkuje u
Zagladam do kuchni
free counters
RSS
sobota, 28 lutego 2009

qoopka sie przelamala...

ma pewna tendencje , a moze raczej fobie...przed nieuniknionym...

pewnie spokojnie moglaby sie polozyc na kozetke do niejednego psychologa.... bo otoz ma problemy z zakupami

a dokladniej z decyzjami i tym co za soba pociagaja

nie jest typem szopoholiczki :) nie czysci kart kredytowych do zera ....raczej jest typem niezdecydowanego ogladacza 

symptomy kupna rzeczy powazniejszej niz szminka :

1. podejmuje bezpieczna decyzje; " trzeba cos kupic"

2. zaczyna sie przegladanie katalogow, opinii w internecie

3.wyprawa do sklepu episode 1 oblookanie danej rzeczy juz prawie decyzja aleeee nie...nie tym razem moze w necie bedzie taniej

4. przeglad internetu.... hmmm moze jeszcze raz....qoopka obada w realu czy aby na bank to dobry wybor....

5. sklep episode 2 ....no fajne ale cene podniesli skonczyla sie promocja a niech to! w necie taniej?

6.  final zakup lub....zmiana frontu qoopce wpadl w oko inny obiekt i zaczynamy od nowa :))))

tak prawie bylo znowu z bryka dla Mini Qoopki ale....czasami los sprzyja i wchodzi Duza Qoopka do sklepu i widzi cudo.... i sie okazuje, ze promocja,ze dodaja do modelu jeszcze tysiac gadzetow...ze qoopka stoi z usmiechem ,ktory zalewa swiatlem cala Wielka Brytanie...tak,ze kwiaty zakwitaja.... i slonce wychodzi zza chmur :)

i wtedy dokonuje sie zakup..... i reszta dnia to juz tylko triumf nad udanym dniem :)))

oprocz wehikulu dla MiniQ. wreszcie Mama z Tata zrobili pierwsze zakupy....

hurtem wanienki, przewijaki, i inne cuda niewidy iiii ciuszki ach....mogliby Qoopke tam zostawic....wsrod tych spiochow i innych kaczuszek gumowych :)

oto fotostory w wielkim skrocie :))) tylko prosze nie krzyczec,ze za malo rozu..... :)

środa, 25 lutego 2009

od jakiegos czasu moja maszyna do chleba nie ma najmniejszych szans sie zakurzyc...

a ja przezywam zafascynowanie wypiekami drozdzowymi a ostatnio bulkami...

nie ma to jak:

1.wiedziec co sie je, 0% polepszaczy i spulchniaczy i innych cudow chemicznych

2.za kazdym razem miec mozliwosc kombinacji i zmiany smakow...

3. niuchac piekny aromat pieczonych bulek rozchodzacy sie po calym domu 

4. i nareszcie moc je zjesc jeszcze cieple i pachnace....

przepis znalazlam u  Doroty oczywiscie z blogu Moje wypieki... kto wyrabia ciasto recznie zapraszam na jej blog

Składniki na 10 bułeczek:

  • 400 g mąki chlebowej
  • 1,5 łyżeczki soli (można dać troszkę mniej)
  • 1 łyżeczka drobnego cukru
  • 15 g drożdży instant (lub 30 g świeżych)
  • 120 ml ciepłego mleka
  • 175 ml ciepłej wody

ja wrzucilam do maszyny zaczynajac od produktow mokrych potem make cukier i sol i na koncu drozdze

nastawilam program 'dough' do wyrabiania i wyrastania ciasta

po skonczonym programie uformowalam bulki i pozostawilam  do wyrosniecia...

pieklam na zloto w piekarniku, do ktorego wstawilam rowniez naczynie z woda...zeby za szybko nie wyschly...

polecam niebo w gebie!

 

 

wtorek, 24 lutego 2009

mialo byc tak fajnie z tym urlopem...ale nie bedzie

nie bede sie tu Wam detali serwowac.... bo to nudne i w sumie przykre...

okazuje sie,ze kolejny raz poklepuja mnie po plecach ale dbaja tylko i wylacznie o swoj tylek, normalka...niby kolejny raz to samo...ale kolejny raz rownie nieprzyjemnie sie czuje....

sa jak w folwarku rowni i rowniejsi....

a ja juz nie mam sily walczyc.... zostal mi w sumie  miesiac pracy.... jedynie za czym bede obstawac do wiecej pracy z domu,zebym nie musiala sie bujac tymi pociagami....

w robocie kolejne zwolnienia...zamykaja kolejne biuro.... czyli powtorka z rozrywki...

za to Mala kopie....a raczej wygina smialo cialo.... moj brzuch moglby grac w Alien 5 :))) przybiera rozne kanciate formy...

ale ja to uwielbiam .... rozmawiamy z brzuszkiem.... puszczamy Malej muzyke przez sluchawki i bawimy sie z nia swiatelkiem

ile mamy uciechy jak reaguje jak puka w kierunku swiatla...

w szkole rodzenia dostalam pelne info na temat znieczulen i efektow ubocznych...mozliwosci jest wiele...

na serio mam nadzieje,ze jestem odporna i nie bede musiala brac tych mocnego kalibru.... chcialabym jak najbardziej naturalnie urodzic.... jedyne co mnie przeraza... to proznociag i kleszcze...

niech mnie tna juz.... nie pozwole Malej wyciagac za glowke... tak tak...moga sobie mowic,ze to bezpieczne 

do mnie to nie trafia...

polozna chciala byc bardzo rezolutna i na sesji w szkole rodzenia mowi:

nie moglam zwinac sprzetu ze szpitala wiec przynioslam rekwizyty,ktore wyjasnia Wam co i jak

no i wyciagnela... przepychaczke toaletowa.... i nozyce typu lozka i widelec takie do salatek...potem przykladala do glowki lalki i hyc wyciagala ja spod kocyka....

ja prosze Panstwa NOŁ FENKJU za takie numery....

 

 

na oslode Tiramisu w wersji lekkiej dla ciezarowek bez surowych jajek

Skladniki:

serek mascarpone u mnie 500g

kartonik kremowki 200ml

cukier puder & waniliowy

biszkopty 'jezyczki'

szklanka wystudzonej mocnej kawy rozpuszczalnej

amaretto

kakao do posypania

----------------------

wszyscy wiedza jak sie robi ale jakby co to podaje moja wersje...

kremowke  ubic z cukrem ( ilosc do smaku) wymieszac delikatnie z serem

moczyc biszkopty w kawie z amaretto 

ukladac warstwami z serem

schlodzic

posypac kakao  przed podaniem

mniam.

 

 

 

czwartek, 19 lutego 2009

kocham moja maszyne do chleba....cos pieknego...

wsypujesz co trzeba zapominasz a ciasto samo sie wyrabia i rosnie.... bez wysilku bez brudzenia stosu naczyn poezja...

pierwszy raz robilam paczki przy jej uzyciu...

jak otworzylam pokrywe to nie moglam uwierzyc jak pieknie wyroslo...

wykorzystalam ten przepis Dorotus....wlalam najpierw mokre potem suche na koncu drozdze nastawilam program dough

wyjelam ukulalam paczki pozwolilam im podrosnac i smazylam na zloto.... po upieczeniu nadzialam dzemem truskawkowym i polalam lukrem..... 

i mowie Wam mucha nie siada....:)))

przepis raz jeszcze jakby kto za leniwy,zeby klikac na linka :)

  • 150 ml letniej wody
  • 310 ml letniego mleka
  • 2 duże jajka
  • 900 g mąki białej pszennej chlebowej
  • 100 g cukru
  • 100 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
  • 1 łyżeczka soli
  • 3 łyżeczki drożdży instant
  • 1 łyżka spirytusu

Ponadto:

  • olej do smażenia
  • cukier puder
  • konfitura, dżem do nadziania

a to qoopkowy paczek w roli glownej :)

 

 

środa, 18 lutego 2009

momenty jak ten teraz kiedy Mala ma czkawke i caly moj brzuch podskakuje miarowo sa niezapomniane....

dla mnie niesamowite.....bo wszystko jest nowe...wszystkim sie zachwycam...

i pisze,zeby nie zapomniec jak to bylo...

 ------------------------------------------------------

w pracy zaistniala dziwna sytuacja, przyszlo mi do glowy 2 tyg temu pytanie co sie dzieje z moim urlopem...

okazalo sie,ze nikt nie jest pewny glowna kadrowa musiala sie skonsultowac, teraz konsultuja sie wszyscy ze wszytkimi.... sekretarka i moj szef sprawdzaja,czy aby na pewno moze byc tak pieknie...

i odczuwam,ze to nie jest tak do konca podszyte lojalnoscia 

raczej odwrotnie

tak czy inaczej pierwsza wersja kadrowej ( potwierdzona przeze mnie na stronie rzadowej,ktora chyba sie nie myli bo to rzad ustala takie rzeczy) jest taka,ze mam do wykorzystania 25 dni platnego urlopu...i oby tak pozostalo

co biorac pod uwage moje ostatnie przeboje ciazowe byloby dla mnie wybawieniem...

porzucilam model qoopki -hero co walczy do konca i nie odpuszcza...

moje cialo najwyrazniej pokazuje mi,ze to jednak nie tak....wiec opcje wolnego platnego spowodowalo,ze nowy optymizm we mnie sie pokazal...

zgodnie z obliczeniami moge mykac na wolne juz 9 marca....

co daloby mi spokojnie czas na odespanie, wymazanie z pamieci tego rannego wstawania i tych zapyzialych pociagow...

moze wreszcie mialabym czas na wszystko...a dzieki wypoczynkowi na pewno lepiej sie poczuje, bol nie bedzie taki dokuczliwy....ale....

lubie miec poczucie,ze jestem w biegu, ze sie gdzies spiesze,czuje sie wtedy potrzebna a wypoczynek zasluzony

nie umiem za bardzo leniuchowac...czy miec za duzo czasu bo czuje ,ze go marnuje,albo ze na niego nie zasluzylam..

moze to i glupie ale qoopka ma czasami wyjatkowo pokretny sposob myslenia... 

moze pora to zmienic..... przeciez ten rok to jedna wielka zmiana oby na lepsze....

 

poniedziałek, 16 lutego 2009

dzis kolejna lekcja w szkole rodzenia.... bylo jakos tak zwyczajnie...ale czego moge oczekiwac po czyms co jest za darmo....milo,ze mam okazje w tym uczestniczyc....

pierwsza czesc to wizyta pani health visitor czyli pielegniarki srodowiskowej.... czyli babki ,ktora nas bedzie dogladac "po"

pogadala, nawet sensownie .... o tym jak wazne sa pierwsze 2 lata z zycia dziecka

podobno to czy bedziemy pewnymi siebie doroslymi zalezy w duzej mierze od tych dwoch lat

im wiecej dotyku i kontaktu z rodzicami tym wieksze poczucie bezpieczenstwa,

tatusiowie powinni jak najczesciej dotykac malucha, przyzwyczajac do zapachu i swojego bicia serca...

obejrzelismy film dokumentujacy ,ze juz nowo narodzone bobasy nawiazuja kontakt z otoczeniem....

ze bzdura jest ,ze dziecko jest niekumate zaraz po urodzeniu to rodzice czesto bywaja nieswiadomi.

pokazywali kilkuminutowe bobo , ktore trzymal tatus....na rekach pokazujac mu jezyk i mowiac do niego 

Maly od razu nasladowal to co robi tata :))

druga czesc dzisiejszego spotkania to pani fizjoterapeutka uczaca technik relaksacji

nie wiem czy byla dobra bo kimnelam sobie na karimacie :))) ale ja potrafie spac w kazdej pozycji o kazdej porze :)))

a wieczorem mielismy mala wycieczke krajoznawcza

czasami nie wiem czy lepsza jest wiedza czy niewiedza

z mezami zostalismy zaproszeni na zwiedzanie porodowki...razem z 20 innymi parami

za duzo dr Housa :)) stwierdzilismy bo rzeczywistosc niestety nie wyglada az tak nowoczesnie...niestety

oddzial oddany po remoncie 3 lata temu... ja remontu tam nie widze....

dla mnie to taka komunistyczna atmosfera dominuje....

wyjdzie na to,ze qoopka ma wymagania.... i jej sie w dupie przewraca....ale wierzcie mi nie jest tak

ale jakos nie wiem..nie do konca mnie to przekonalo....

do wyboru mam czesc szpitala gdzie sie rodzi naturalnie = na macie 5cm nad ziemia jak na lekcji w-f....

jest jakas tam pilka.... zaslonki w kwiatki ;/ kibelek itd...jako ,ze jest to klinika studenci zagladajacy miedzy nogi sa opcja....

 

jak sie w 36 tyg zdecyduje na porod w czesci dla rodzacych naturalnie a potem bol mnie przycisnie tak,ze bede chciala znieczulenie to moze byc tak ,ze sobie poczekam....jakas godzinke lub dwie chodzac po scianach w oczekiwaniu az inna panna zejdzie z lozka.... gdzie podaja epidural..

25% to ilosc cesarek...ktora staraja sie drastycznie redukowac....dlatego klada taki nacisk na  porod sn...

kumpela tak w Szkocji rodzila 48 h :)))  z kleszczami i proznociagiem....wiec nie wiem, ja bym chyba steroryzowala caly oddzial jakby mi taki numer wycieli

zrobilismy rundke w odglosami w tle typu AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! push push....

zrobilo mi sie cieplej.....

i nastapil koniec zabawy wyszlismy z mocno pobudzona wyobraznia....

 

jak juz zaczne przynudzac ciagle z tymi watkami ciazowymi to dajcie znac.... to napisze cos innego...jakis elaborat na temat globalnego ocieplenia albo cos w ten desen :))) 

 

 

 

 

sobota, 14 lutego 2009

niestety

myslalam,ze bede brykac jak Bambi do konca 9 miesiaca....

ze mi wody odejda w biurze.... caly czas czulam sie swietnie....

pelny optymizm mimo tych wypraw do Cardiff co ranek...myslalam dam rade...

ale od srody jest tak sobie i nie zanosi sie na poprawe

raczej w druga strone....dobrze,ze ten bol nie ma wplywu na Mala bo bym sie pochlastala....

dam rade.... byle byla zdrowa..

dla niej zniose wszystko.....

 

obiecuje ,ze to bedzie jednorazowy taki wpis  musialam sobie ulzyc

 

poniedziałek, 09 lutego 2009

dzis pierwsze zajecia ...

zastanawialam sie jak to bedzie...no bo jakby nie patrzec qoopka amatorka w dziedzinie rodzenia jest

na filmach tylko widziala ale to bylo jeno push push i hyc dziecko wyskakuje zwykle juz umyte rozowiutkie usmiechniete...

oprocz mnie na zajecia dobilo 19 innych panien brzuchatek, czesc z mezami tudziez patrnerami....

przyszla pani polozna w angielskim rozmiarze XXXL  z pomocami naukowymi....

bajdelej babka urocza ...nie ma co z poczuciem humoru itd wymachiwala sztuczna pepowinka az milo....

za pomoce edukacyjne sluzyly: lalka w rozmiarze normal z przyszyta wloczkowa pepowina i bordowym plackiem symulujacym lozysko, plastikowa lalka wraz z macica i cala reszta co by uswiadomic panom glownie jak wyglada ich przyszle dziecko  w brzuchu ukochanej i najlepszy przyrzad.... rura kanalizacyjna lukowa pcv przekroj 10cm, ktora miala uzmyslowic nam jak bardzo szyjka kobiete ulegnie rozwarciu....nie ma co! na wyobraznie  zadzialalo  :))))

omowilysmy 3 czesci porodu...kiedy mamy sobie dac spokoj i nie zasuwac do szpitala bo to na pewno 'jeszcze nie teraz'

 uzmyslowiono nam,ze nas na 99% TAM nie natna ...bo to nie angielski zwyczaj...pani Pepowinka ma 26 lat doswiadczenia a naciela jedynie 4 kobialki.... wiec hmm zobaczymy...

dostalysmy po herbatce i ciasteczku.... porownalysmy brzuchy.... okazalo sie ze babka z najwiekszym korbolkiem ma najbardziej odlegly termin...

ja sie ubawilam obserwujac mezczyzn jak Pani Pepownika wila sie na dywanie z rura pokazujac wyzszosc porodu na stojaka nad lezakujacym... prawo grawitacji przede wszystkim!

potem przyszla Pani Fizjoterapeutka ,ktora kazala nam cwiczyc miesnie Kegla.... zakazala odkurzania :) i wytlumaczyla pochodzenie wszystkich boli w ciazy.... juz wiem, dokladnie, ktory nerw jest uciskany w moich lapkach, ze powoduja dretwienie w nocy..... 

ogolnie fajnie....za tydzien techniki znieczulania, relaksacyjne i wycieczka po oddziale polozniczym :)  ale frajda :)